Muzeum Historii Katowic

17 września


Choć od urodzenia mieszkam na Śląsku, dopiero w tym roku pierwszy raz zajrzałam do stolicy. Wbrew powszechnej opinii szarego i niewartego zainteresowania miasta, odkryłam w nim wiele perełek i spędziłam naprawdę dobry czas. 

W planach miałam odwiedziny Muzeum Historii Katowic, w którym do 15 października 2017 roku możemy zobaczyć galerię Zdzisława Beksińskiego pt.: "Mroki podświadomości". Co ciekawe sam Beksiński nie przypisuje swojej sztuce większego znaczenia, ma ona być jedynie estetyczna i cieszyć oko odbiorcy, dlatego za każdym razem, kiedy czytam wynurzenia interpretatorów o rzekomych ukrytych znaczeniach i symbolach, uśmiecham się pod nosem. Po lekturze "Beksińscy. Portret podwójny" Magdaleny Grzebałowskiej i "Ostatniej rodzinie" reżyserii Jana Matuszewskiego nie tyle twórczość, a osoba Beksińskiego stała mi się dużo bliższa. Spojrzenie na autora z ludzkiej perspektywy, rzec by się chciało - domowej, sprawiło że najnaturalniej w świecie pozyskał moją sympatię. Co do samych dzieł, trudno byłoby mi wskazać jakikolwiek obraz, który nie przypadł mi do gustu, lecz paradoksalnie niewiele jest też takich, które zdecydowałabym się zawiesić na ścianie we własnym domu.





Sama wystawa nie jest zbyt duża, liczy około 5 sal wypełnionych obrazami z kolekcji Muzeum Historycznego w Sanoku. Oprócz obrazów możemy nacieszyć oko pamiątkami po autorze (głównie korespondencja) oraz krótkimi reportażami.




Moją podróż do Muzeum zaplanowałam na wtorek, dzięki czemu mogłam nacieszyć się darmowym wejściem na wystawę stałą. I to właśnie ona skradła moje serce. Składała się z dwóch umeblowanych mieszkań (większego i mniejszego) na każdym z pięter, w przeszłości zamieszkiwanych przez zamożnych mieszkańców Katowic. Nie wiem czy to lokalny zwyczaj czy uprzejmość pracownic, ale w nasze zwiedzanie wpisane było również oprowadzenie przez panią przewodnik.








Jeśli jesteście w Katowicach, koniecznie zajrzyjcie do baru wegetariańskiego "Złoty osioł"! Przepiękne wnętrze i przepyszne potrawy w dobrej cenie.


Wisienką na torcie były stragany z używanymi książkami niedaleko dworca. Takie miejsca mają niesamowity klimat. Znalezienie "Shantaram" graniczyło z cudem, jednak udało się i do domu wróciłam jako szczęśliwa posiadaczka  nowej książki z zaoszczędzoną połową regularnej ceny.



A tam jeszcze Muzeum Śląskie do zwiedzenia i wiele, wiele innych ciekawych zakątków do odkrycia... :) 

Zdjęcia autorstwa Oktawii Toman, dzięki! 

Zobacz również

5 komentarze

Kopiowanie treści i zdjęć bez mojej zgody zabronione.