Rovinj - perła Adriatyku

08 października


Mój pobyt w Rovinj był świętowaniem życia - prawdziwa la bella vita - słoneczne dni, na śniadania gorące croissanty i dobra kawa, wspomnienie kiwi wiszących nad głowami w ogródku hosta, przepyszne lody, brak pośpiechu, sztuka uliczna i towarzystwo serdecznych Chorwatów.


To właśnie w tym mieście postawiłam pierwsze w życiu kroki na chorwackiej ziemi. Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego miejsca na rozpoczęcie erasmusowej przygody niż to przeurocze miasteczko na półwyspie Istria, łączące w sobie wenecką elegancję i chorwackie obyczaje.

Rovinj, nazywany przez turystów z całego świata perłą Adriatyku, jest niewielkim miasteczkiem zbudowanym na wyspie, które dopiero w XVIII wieku zostało połączone ze stałym lądem. Dumnie nosi również tytuł najbardziej romantycznego miasta w Chorwacji i najchętniej odwiedzanego przez Polaków miejsca wypoczynku.

W sezonie miasto oblężone jest przez turystów, nawet podczas mojej podróży pod koniec września uliczki i kawiarnie były zapełnione podróżnikami z różnych krajów. Najtłumniej przybywali turyści z Włoch, którzy w Rovinj (a może Rovinjo?) czują się jak u siebie w domu. Historycznie miasto to należało do Republiki Wenecji, co widoczne jest w architekturze i języku - większość mieszkańców zna język włoski.


Moja rada na udany pobyt w Rovinj to: spaceruj, spaceruj i spróbuj się zgubić. Kiedy pierwszy raz wybraliśmy się na spacer do miasta już zmierzchało i trudno było mi odnaleźć główną drogę do najwyższego punktu - Kościoła św. Eufemii. To właśnie wtedy wspinałam się po wąskich, śliskich uliczkach, gdzie odkryłam najbardziej klimatyczne miejsca. 








Z listy "atrakcji turystycznych" do zobaczenia odhaczyliśmy port, wpisaną na listę UNESCO Katedrę św. Eufemii (miejsce szczególne dla Chorwatów, ze względu na znajdujące się tam relikwie świętej, jednej z pierwszych chrześcijańskich męczennic, która zginęła z rozkazu cesarza Dioklecjana), ulicę artystów Grisia oraz warzywno-owocowy market.






(wieża przy kościele św. Eufemii)









Pamiętajcie, że Rovinj jest atrakcją samą w sobie i moim skromnym zdaniem, do szczęścia wystarczy sam spacer po przepięknych, brukowanych uliczkach :)

Zobacz również

10 komentarze

  1. ach te uliczki, ach te kawiarenki- rzeczywiście bardzo włoskie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. W Rovinj byłam w sierpniu. Samo miasto jest mocno urokliwe, ale mnie osobiście najbardziej podobało się w parku Zlatni Rt. Świetne miejsca dla osób lubiących spędzać czas aktywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O, nie udało mi się dotrzeć w tamto miejsce:) Z pewnością świetna miejscówka żeby odetchnąć od zgiełku, szczególnie w szczycie sezonu... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za ten wpis, miejscówka trafia na moją listę do odwiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Te kiwi nad głową do mnie przemawiają! Chyba wybiorę się tam w przyszłym roku!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kusząco wyglądają te uliczki. Dokładnie tak jak piszesz, do zgubienia się :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku, jakie cudwone zdjęcia! Strasznie Ci zazdroszczę tych widoków.
    Pozdrawiam,
    Ola z pomiedzy-ksiazkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak ja kocham włoskie klimaty 💚 Te uliczki 💚 A kiwi nad głową , to coś niesamowitego 😊 ja w następnym roku spełnię swoje marzenie o Wenecji 😊💕

    OdpowiedzUsuń