Koreański rytuał pielęgnacyjny - 10 kroków

06 października


Skłamałabym, gdybym napisała, że koreański szał nie dopadł też mnie. Po przeczytaniu książki "Sekrety urody Koreanek" dumnie zaczęłam stosować 10-cio etapowy rytuał pielęgnacji cery, co nie zmienia faktu, że pozostałam wierna najważniejszej dla mnie zasadzie- ma być świadomie i naturalnie, naturalnie i jeszcze raz naturalnie! 


Jeśli szukacie winnych, to Charlotte Cho jest osobą odpowiedzialną za całe to zamieszanie. A przynajmniej tak mi się wydaję, bo to od wydania jej książki "Sekrety urody Koreanek" świat oszalał na punkcie koreańskich kosmetyków i sposobów dbania o cerę. Jej elementarz przeczytałam w jeden dzień i mogę go z czystym sumieniem polecić, zawiera ogromną ilość informacji, jest napisany z dużą dozą humoru i pozwala zrozumieć, o co w tym całym kosmetycznym rozgardiaszu chodzi.  Charlotte jest żywym przykładem na to, jak systematyczność i świadome wybory mogą zmienić nie tylko Twój wygląd, ale i życie. Bo przecież ta "filozofia" nie sprowadza się tylko do nakładania kremów, ale do umiejętności dokonywania wyborów (jakie firmy decydujemy się wspierać, czy te testujące kosmetyki na zwierzętach, czy może, kierując uwagę na branżę odzieżową, wykorzystujące tanią siłę roboczą?), oszczędzania pieniędzy, lepszego samopoczucia czy walki z "dziś mi się nie chce" - czyli nauką systematyczności.

Jeśli zwrócicie uwagę na powyższe aspekty, zastanowicie przez chwilę, po czym podejmiecie świadomą decyzję, przestanie dzielić Was przepaść pomiędzy Koreankami, które z codziennej pielęgnacji uczyniły przyjemność, aniżeli przykry obowiązek. Jestem w 100% przekonana o prawdziwości zdania, które właśnie przeczytaliście. Nawet po najbardziej intensywnym dniu, powrocie z imprezy o 4 nad ranem czy braku snu nie zapominam o oczyszczaniu twarzy. W zasadzie to jest to taki moment, na który często czekam. Oznacza, że tego dnia już nic więcej nie muszę robić, to mój czas na relaks i jedno z najlepszych uczuć pod słońcem - czysta i odświeżona cera.


Od zawsze borykałam się z mniejszym lub większym problemem trądzikowej cery, jej stan szczególnie pogarszał się w okresie sesyjnym, ale odkąd postanowiłam na systematyczność i naturalne produkty, nie musiałam długo czekać na pozytywne efekty. Nie zrozumcie mnie źle. Owszem, naturalne kosmetyki potrafią zdziałać cuda, ale nie zniechęcajcie się, jeśli efekty nie przyjdą natychmiastowo, lub jeśli jakiś kosmetyk okaże się nietrafiony. Produkt produktowi nierówny i mimo, że jakaś firma generalnie wypuszcza w świat kosmetyki o dobrych składach, zanim zaufacie jej w 100% przeczytajcie skład i opinie dziewczyn! Uchroni Was to przed kolejnym niezużytym do końca kosmetykiem i nie wyrzucicie kasy w błoto.

Jeśli tak jak ja, jedno spojrzenie na skład nie wystarcza Wam, żeby zrozumieć czy jest się czego bać, polecam Wam zainstalować aplikację CosmeticScan, gdzie po przeskanowaniu produktów wyświetlają Wam się wszystkie składniki z opisem oraz potencjalne alergeny, substancje szkodliwe, komedogenne czy rakotwórcze.  Nie ma tam jeszcze wszystkich kosmetyków, ale aplikacja działa prężnie i jeśli każdy z Nas doda jakiś kosmetyk, którego jeszcze nie ma w bazie, z pewnością wkrótce trudno będzie się czuć niedoinformowanym.


Pamiętajcie, że może się też okazać, że jesteście uczulone na niektóre naturalne składniki, np. rumianek. W takim wypadku nie pozostaje nic innego jak kosmetyk wymienić. Naturalna pielęgnacja zyskuje na popularności, a rynek wciąż się powiększa, dlatego na pewno nie zdarzy się sytuacja, że zabraknie Wam kosmetyków do przetestowania. A nie zapominajcie, że nawet jeśli jakiś produkt okaże się strzałem w 10, co jakiś czas powinniśmy go zmienić. Kiedy wpadniecie w naturalny szał inne firmy przestaną dla Was istnieć, nie będą warte Waszej uwagi czy nawet pobieżnych oględzin. Zauważyłam, że dzięki temu zaoszczędziłam dużą ilość pieniędzy, które wyrzucałam na nowe pomadki czy cienie do powiek.

Odpowiadając na powszechny stereotyp- Nie. Przerzucając się na naturalną pielęgnacje nie zbankrutujecie. Kosmetyki są w podobnej cenie, co te na Rossmanowych półkach i zwykle są bardzo wydajne. Szczególnie fajnie rozwijają się nasze polskie marki, dlatego zachęcam do obudzenia w sobie patrioty i wydania tych kilkunastu złotówek na rzecz polskich firm.

Jeśli jeszcze nie czujecie się do końca przekonani, weźcie do ręki swój ulubiony produkt do pielęgnacji twarzy np. marki Ziaja czy Yves Rocher i przeskanujcie skład lub poszukajcie informacji na internecie. Kiedy zdałam sobie sprawę, że wydając niemałe pieniądze na rzekomo dobrej jakości kosmetyki robię sobie więcej krzywdy niż pożytku, w momencie odechciało mi się używać opartych na chemii produktów.

Tak więc połączyłam koreańskie 10 kroków dbania o cerę z naturalnymi kosmetykami i jedyne co mogę teraz uczynić, to serdecznie zachęcić Was do spróbowania! :) Poniżej zawieram małą ściągę, jak taki rytuał powinien przebiegać, ale jeśli faktycznie chcecie zgłębić ten temat i w pełni go zrozumieć, odsyłam do fantastycznego poradnika Charlotte Cho "Sekrety urody Koreanek". :)

1. Demakijaż olejkiem myjącym 
Nawet jeśli macie tłustą skórę, nie ma się czego bać, ta metoda Wam nie zaszkodzi! Mycie twarzy olejkiem to moja ulubiona część rytuału, w połączeniu z gorącą wodą tworzy emulsję, dzięki czemu serwuję sobie dodatkowo masaż. Bez problemów usuwa tusz do rzęs czy eyeliner.

2. Oczyszczanie kosmetykiem na bazie wody
Czyli takim, który pewnie stoi na Waszej półce - żelem, emulsją myjącą, pianką. Kosmetyk ma za zadanie usunąć resztki oleju z Waszej twarzy i dodatkowo dokładniej oczyścić skórę. Ja tym etapom poświęcam najwięcej czasu, bo wierzę, że pozwalam kolejnym kosmetykom działać tylko wtedy, kiedy moja cera jest odpowiednio do tego przygotowana.

3. Peeling
Mechaniczny lub enzymatyczny. Raz lub dwa razy w tygodniu w zależności od potrzeb Waszej cery. Dzięki temu zapobiegamy powstawaniu zaskórników, cera nabiera świeżości i jest gotowa do wchłaniania kolejnych składników.

4. Tonik
lub hydrolaty. Mają za zadanie wyrównać pH skóry.

5. Esencja
Produkt, o którym Zachód nigdy wcześniej nie słyszał. Obowiązkowy w kosmetyczce Koreanek, dodatkowo nawilża cerę i przede wszystkim "pomaga" kolejnym kosmetykom w lepszym działaniu. Odsyłam do "Sekretów (...)", bo wciąż nie potrafię podać prawidłowej definicji. Co ciekawe, niedawno polska marka wypuściła swoją pierwszą esencję! Zajrzyjcie na półkę Orientany, produkt ma naprawdę dobry skład.

6. Serum i ampułki
Zazwyczaj w olejowej formie, stosuje się pod krem (zwykle na noc) w zależności od potrzeb i problemów skóry. Kosmetyki występują pod różnymi nazwami, ale ja lubię je nazywać "samo dobro".

7. Maseczki
Raz lub dwa razy w tygodniu, w zależności od potrzeb. Popularnością cieszą się te w płachcie, ale ja jestem wielką fanką glinek. Do wyboru do koloru, super działanie i niska cena.

8. Krem pod oczy
Skóra wokół oczu jest szczególnie delikatna, a wiem, że większość z Nas zapomina o jej odpowiedniej pielęgnacji. Sumiennie nakładając krem pod oczy zapobiegamy powstawaniu zmarszczek.

9. Nawilżanie - krem na dzień i na noc
Nawilżanie- czyli odpowiednia dieta, picie dużo wody i na samym końcu kosmetyki.

10. Krem z filtrem, nie tylko latem
Zdziwieni? Po raz drugi muszę Was odesłać do książki Charlotte, gdzie w osobnym rozdziale fenomenalnie tłumaczy, dlaczego mielibyśmy używać kosmetyku, którego efektu nie zobaczymy nigdy. Nigdy, bo nie jesteśmy w stanie spojrzeć w przyszłość i sprawdzić "co by było gdyby". Nakładając filtr zapobiegniemy nie tylko fotostarzeniu, ale również problemom ze zdrowiem :)

Dajcie znać czy tekst okazał się przydatny, czy udało mi się Was przekonać i koniecznie o efektach!

Zobacz również

2 komentarze

  1. A mnie coś nie dopadł szał koreański może dlatego, że mam swoje sprawdzone sposoby na pielęgnacje cery które bardzo dobrze na mnie działają, ale jedno muszę przyznać bardzo ciekawi mnie ta książka bo z tego co piszesz można z niej wiele się dowiedzieć. Właśnie ostatnio tak naszła mnie myśl a może tak sprawdzę skład swoich kosmetyków? Ale jakoś trudno mi się za to zabrać. Pozdrawiam i zapraszam do mnie. (kliknij)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam bardzo gorąco, choćby z powodu wspomnianego rozdziału o filtrach przeciwsłonecznych! Ten koreański szał to po prostu powtórzenie i zebranie w całość zasad, o których myślę większość kobiet zdaje sobie sprawę. W końcu stosowanie żelów, peelingów i kremów jest u nas na porządku dziennym. Jedynie olejowanie i esencja to coś, o czym wcześniej nie słyszałyśmy + różnimy się w podejściu do tematu pielęgnacji.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Kopiowanie treści i zdjęć bez mojej zgody zabronione.