Magiczne Sarajewo

09 listopada


Jest coś ulotnego i magicznego, co czai się w stolicy Bośni i Hercegowiny. Tajną bronią miasta jest czas, jaki w nim spędzasz. Im dłużej zostaniesz, tym więcej, mocniej i dobitniej poczujesz urok tego bałkańskiego kotła, jakim jest Sarajewo.

W założonym przez Turków mieście ważyły się losy pierwszej wojny światowej, to również tam, wciąż żywa w pamięci mieszkańców toczyła się bałkańska wojna. Niezależnie od historii, Sarajewo zawsze słynęło ze swojej wielokulturowości i tolerancji. Tak pozostało do dnia dzisiejszego.

Sarajewo to miasto, w którym w zależności od liczby postawionych kroków, możesz znaleźć się w zupełnie innym świecie. Podążając w kierunku Bascarsiji, czyli uliczki wypełnionej po brzegi kramami, poczujesz się jak w sercu kraju arabskiego. Jeśli oddalisz się od tego miejsca zaledwie kilka kroków dalej,  poczujesz się już bardziej jak w domu - będzie europejsko. Stolica Bośni i Hercegowiny to kulturalny kocioł - znajdują się tam meczety, kościoły katolickie, żydowskie i prawosławne. Mieszkańcy cechują się życzliwością we wzajemnych stosunkach i tolerancją. Byłam pozytywnie zaskoczona, że w kraju, w którym większość mieszkańców to muzułmanie, czułam się całkowicie swobodnie. W porównaniu do innych odwiedzanych przeze mnie krajów muzułmańskich różnica  w nastawieniu mieszkańców do osób innego wyznania czy kultury była kolosalna.


Pisząc o Sarajewie (lub Bośni w ogólności) nie sposób nie wspomnieć o ludziach i kuchni - są oni jej wizytówką. Znani ze swojej uprzejmości mieszkańcy Bałkan zaskakiwali mnie na każdym kroku. Mimo gorszej znajomości języka angielskiego od sąsiadów Chorwatów, mieszkańcy nigdy nie odmówili mi pomocy i za każdym razem starali się wytłumaczyć jak odnaleźć drogę, lub po prostu ratowali przy pomocy Google Maps. Kiedy zawitałam do Bośni i Hercegowiny równo tydzień po wizycie w Sarajewie w celu odwiedzin Mostaru, zdarzyło się coś, co będę jeszcze długo wspominać z uśmiechem na twarzy. Tuż przed wyjazdem z kraju wraz z moimi towarzyszami podróży wybraliśmy się do piekarni, aby wydać ostatnie marki i zakupić prowiant na podróż. Żywo dyskutowaliśmy nad tym, co najlepiej kupić na drogę i przetrzepywaliśmy kieszenie, kiedy nagle podeszła do nas kobieta, która obserwowała całą sytuację i mimo naszych okrzyków sprzeciwu oddała nam swoje pieniądze. Czy dacie temu wiarę? Gdzie na świecie mieszkają tak bezinteresowni i życzliwi ludzie?



(fontanna Sebijl, serce miasta)


Co daje mi podróżowanie? Uzależniające uczucie "bycia w drodze", nabywanie wiedzy o sobie samej, wychodzenie poza sferę komfortu, nowe doświadczenia - kontakt z innymi kulturami i ich tradycjami oraz kulinarne doznania. Na tym jednak nie kończy się moja lista. Jako miłośniczce historii podróże pozwalają poczuć, dotknąć, spotkać się twarzą w twarz ze świadectwami historii. Są takie miejsca, które szczególnie skłaniają mnie do refleksji, a historia z nimi związana wprost krzyczy na każdym rogu: pamiętaj!!! Jednym z takich miejsc jest właśnie Sarajewo. Mam wrażenie, że w szkołach (w porównaniu np. z losami II wojny światowej) historia współczesna, w tym wojna na Bałkanach nauczana jest z przymrużeniem oka. Mimo otrzymanej przeze mnie rozszerzonej edukacji historycznej, wciąż mam duże braki w wiedzy o krajach byłej Jugosławii, dlatego czas dany mi na mieszkanie na Bałkanach zamierzam wykorzystać na nadrabianie zaległości. Nie mogę uwierzyć, że krwawe oblężenie miało miejsce tak niedawno i zaledwie kilkanaście lat ode mnie starsze osoby były świadkami lub uczestnikami wojny.

Podczas wizyty w stolicy udało mi się wybrać do Muzeum Tunelu, który został wybudowany podczas oblężenia przez mieszkańców Sarajewa. Łączył on miasto z terenami wolnymi od Serbów i liczył około 800m długości. Przeszło przez niego około miliona ludzi, transportowano głównie żywność i amunicję. Turystom udostępniany jest obecnie odcinek o około 20m długości, w Muzeum można również zobaczyć film dokumentalny, porozmawiać z uczestnikiem wojny i obejrzeć zdjęcia wojenne, sprzęt wojskowy oraz mundury. Warto również wybrać się do galerii poświęconej masakrze w Srebrnicy. Niestety nie udało mi się jej zobaczyć, ale jeśli w przyszłości nadarzy się ku temu okazja, na pewno jej nie przegapię.


Po wojnie Sarejewo wstało z kolan i moim subiektywnym zdaniem nie widać, że tak niedawno stolica była miejscem krwawych wydarzeń. Nie zmienia to faktu, że piętno wojny odbiło się na mieszkańcach i jest wciąż żywa w ich pamięci. Jednym z powojennych pozostałości są tkz. "sarajewskie róże", czyli zabarwione na czerwono ślady po kulach.

(biały cmentarz, pomnik oblężenia Sarajewa)

Moje postrzeganie Sarajewa zmieniło się z pierwszym doświadczeniem bośniackiej kuchni. Od pierwszych kęsów pokochałam ich tradycyjny posiłek - ćevapcići, czyli małe kawałki mięsa wołowego lub baraniego, podawane z miękką pitą, siekaną cebulą, sosem oraz jogurtem naturalnym do popicia. Bośniacki przysmak jest ciężkostrawny, ale zdecydowanie warty spróbowania. Jak dotąd jest jednym z najlepszych dań, jakie w życiu jadłam! Na mojej kulinarnej drodze eksperymentów  oczywiście musiał znaleźć się czas na próbowanie lokalnej kawy. Tradycyjna bośniacka kawa podawana jest na miedzianym talerzyku z małą filiżanką, kostką rahat lokum (wytwór galaretopodobny) oraz dżezwą - tygielku z czarną kawą w środku. Nie zabrakło również czasu na palenie sziszy oraz baklawę - popularny deser w kulturze bałkańskiej i bliskowschodniej. Moim odkryciem roku jest restauracja Falafel, do której w kolejce stoją nie tylko turyści, ale i lokalsi! Serwują oni świeże, wegańskie przysmaki i w głównej mierze są odpowiedzialni za pustki w moim portfelu. Lokalnym specjałem są świeżo wyciskane soki z granatu, które znajdziesz na każdym kroku w małych sklepikach i kramach. Podobnie jak nie ma porównania pomiędzy pomarańczami w Hiszpanii a w Polsce, nie żałujcie marek na sok ze świeżych i dojrzałych granatów!


Nigdy bym nie uwierzyła, gdyby ktoś mi powiedział, że w Sarajewie od godziny 24 do 5 nad ranem w całym mieście (z wyjątkiem restauracji i klubów) nie ma dostępu do wody. Jak udało mi się dowiedzieć, budowniczy miasta nigdy nie podejrzewali, że będzie ono tak duże i przebudowa wiązałaby się z dużymi zniszczeniami miasta.

Wyjątkowym miejscem w stolicy jest lokalny bazar. Takie miejsca zwykle mnie nie interesują, ale w tym bośniackim zakochałam się po uszy - byłam oczarowana paletą kolorów i świecidełek przed moimi oczami. Co ciekawe, czy to w środku bazaru, czy na uliczkach pełnych małych sklepików, nie spotkałam się z nachalnością sprzedawców. W przeciwieństwie do innych krajów, w spokoju można obejrzeć pamiątki na wystawach, nie czując się przy tym narażonym na natychmiastowy atak ze strony właściciela.


W Sarajewie jest wiele punktów widokowych. Okolicę możemy podziwiać m.in z najwyższego budynku w mieście - Avaz Twist Tower, ale ja zakochałam się w widoku ze wzgórza, znajdującego się 5 min drogi od centrum miasta.






Są takie momenty, które pamięta się całe życie. Ja nigdy nie zapomnę, kiedy szłam po pustych uliczkach w kierunku centrum miasta i nagle, nieoczekiwanie rozbrzmiał potężny głos - apel na modlitwę dla muzułmanów. Wyludnione miasto, lekka mgła i orientalny dźwięk niemalże żałobnego nawoływania do nawrócenia. To tego typu magię odnajdziesz w Sarajewie.







Wracając wspomnieniami do Sarajewa mam szeroki uśmiech na twarzy. Wycieczka do stolicy Bośni i Hercegowiny była takim "urlopem w podróżowaniu". Nie często się zdarza, żebym brała udział w zorganizowanym wyjeździe, gdzie nie muszę myśleć o noclegu, wyżywieniu czy planowaniu. Nauczyłam się jednak, że od czasu do czasu jest to potrzebne i oczyszczające - nie liczyć pieniędzy na każdym kroku, spędzić w jednym miejscu na prawdę duuużo czasu, oddać dowodzenie komuś innemu i po prostu dać się ponieść chwili. W mieście, które w normalnych okolicznościach "zdeptałabym" w jeden dzień spędziłam cały weekend, ale nie żałuję ani chwili.

Część zdjęć została wykonana przez mojego utalentowanego kolegę - Pietro Previdi. Dziękuję!

Zobacz również

27 komentarze

  1. Podoba mi się ten wpis, a fotki to kosmos! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna relacja i fotografie! Na pewno kiedyś stolicę Bośni odwiedzimy, bo w Mostarze jesteśmy zakochani... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Totalnie mnie zaskoczył brak dostępu do wody. Woda to życie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zakochałam się w Sarajewie od pierwszego wejrzenia. Miasto, które się nie śpieszy i nie chodzi spać. Ludzie tu nie gonią czasu i są uśmiechnięci. Kierowcy trąbią na siebie, gdy chcą sobie podziękować, a piekarnie otwarte są 24 godziny na dobę. Kobiety są tu piękne i zadbane, chodzą z wysoko podniesionymi głowami. Za jedzenie dałabym się pokroić ;) Mam podobnie jak Ty ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bylam kiedys przelotem, ale musze kiedys wrocic na dluzej w to miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajny wpis :) Byłam w Sarajewie kilka lat temu i faktycznie są tam przemili ludzie. Sarajewo ma trudną historię, którą poznałam z opowieści młodych ludzi ukrywających się w bunkrach w czasie wojny w latach 90.tych... To była solidna lekcja...

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne zdjęcia, ciekawy wpis i... ładny blog na blogspocie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie byłam nigdy w Sarajewie, ale te piękne zdjęcia zachęcają by to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Do Sarajewa jeżdżę regularnie od paru lat, często też bywam tam kilka razy do roku. W szczególności polecam Sarajewo zimą. Panuje wtedy zupełnie inna atmosfera, są świąteczne jarmarki, darmowe koncerty i imprezy do białego rana. Do tego praktycznie brak turystów, możliwość włóczenia się po przykrytych śniegiem górach lub szusowania po narciarskich, poolimpijskich stokach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze o tym wiem, przed moim wyjazdem (co prawda mniej niż zazwyczaj, ale zawsze!) szukałam informacji o mieście na moich ulubionych blogach - w tym znalazłam wiele Twoich wpisów o Sarajewie i Bośni :) Dziękuję!

      Usuń
  10. Ale Ty pięknie piszesz... :) Jestem zachwycona nie tylko miejscem, ale i Twoim stylem pisania. Mam nadzieje, ze kiedys pojawie sie w Sarajewie

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam w BiH ale stolicy nie udalo się zobaczyć. Za to urzekł mnie Mostar.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne zdjęcia :) Aż chce się tam pojechać...

    OdpowiedzUsuń
  13. A ta kawa to jakaś zalewajka, czy gotowana po turecku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawa jest naprawdę istotnym elementem bośniackiej kultury i sposób jej przygotowania różni się nieco od tureckiego. Istnieją nawet specjalne wytyczne w jaki sposób powinno się parzyć, a później smakować kawę.

      Usuń
  14. Cudowne zdjęcia! Dopisuję miejsce do moje listy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zdjęcia cudowne! Już chciałoby się pakować walizki i jechać! Klaudia J

    OdpowiedzUsuń
  16. Po prostu przepięknie! Chciałabym kiedyś wybrać się na wycieczkę w te rejony, i kiedyś pojadę. Zacznę od Chorwacji:)

    OdpowiedzUsuń
  17. bardzo ciekawy post i piękne zdjęcia !

    OdpowiedzUsuń
  18. Powiem Ci szczerze, że tamte rejony nigdy jakoś specjalnie mnie nie ciągnęły, ale od pewnego czasu czytam o nich coraz więcej i coraz bardziej moja ciekawość się rozbudza. Świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo ładne zdjęcia. :)
    Pozdrowienia,
    DaisyLine - mój blog o modzie

    OdpowiedzUsuń
  20. nigdy tam nie byłam ale te zdjęcia! OMG, magia, prawdziwa magia

    OdpowiedzUsuń
  21. Zawsze moja pierwsza myśl, gdy słyszę nazwę tego miasta to film Aleja snajperów - Michaela Winterbottoma

    OdpowiedzUsuń

Kopiowanie treści i zdjęć bez mojej zgody zabronione.