Post Erasmus depression

27 stycznia


Erasmus to podróżowanie w głąb siebie. I chociaż moja przygoda nieubłaganie dobiega końca, najważniejszy sprawdzian przede mną. Bilety powrotne kupione, połowa rzeczy spakowana i gotowa do wysyłki. Tylko ja w tym wszystkim jakaś taka niepozbierana. A to wszystko przez to, że chociaż ja się zmieniłam, mam świadomość, że świat który zostawiłam jest taki sam. Okazuje się, że powroty są najtrudniejsze.

Czy istnieje życie po Erasmusie? Jak wrócić do "rzeczywistości"? Czy wciąż akceptujemy życie, które prowadziliśmy przed wyjazdem? Czy jeśli uważamy, że zmiana która się w nas dokonała jest pozytywna, utracimy ją w skutek powrotu do starych przyzwyczajeń lub monotonii dnia codziennego? Tego typu pytania są na ustach każdego Erasmusa. Jedni mają ochotę o tym rozmawiać i za wszelką cenę chcą znaleźć odpowiedzi, podczas gdy inni wolą przyjąć postawę jakoś to będzie. Jak to zwykle w moim życiu bywa, zrządzeniem losu zrozumiałam jaka jest odpowiedź na to pytanie zaledwie parę dni temu.

Targają mną sprzeczne emocje. Z jednej strony cieszę się na powrót do domu, bo oznacza to czas spędzony z kochającą rodziną i chłopakiem. Nazywam Erasmusa "urlopem od życia" i chociaż może wydawać się to rajem, po pół roku wakacji, aż nie mogę się doczekać poukładać swoje życie - zapisać się na nowo na tańce,  do szkoły językowej, wykupić karnet na siłownię, no i tak... wrócić na uczelnię. Może zacząć nowy kierunek. Kiedy przyjaciele wysyłają mi wiadomości, jak bardzo nie mogą się doczekać mojego powrotu, nie wiem co powiedzieć. Bo o ile TAM, nie zmieniło się tak dużo, zmiana która się we mnie dokonała jest kolosalna. I kiedy wszyscy oczekują mnie sprzed paru miesięcy, ja jestem już zupełnie inną osobą. Jestem trochę Chorwatką, Włoszką, Francuzką i Rosjanką. Jestem mieszanką kulturową i obywatelem świata. Jestem każdym doświadczeniem, z którym się zmierzyłam. Kroplami łez, które wylałam przyjeżdżając i wyjeżdżając z Rijeki. Zachodami słońca i przypadkowymi, życzliwymi osobami spotkanymi podczas podróży. Jestem bałaganem, który musi odnaleźć się w starej rzeczywistości.


Ale powrót wcale nie musi oznaczać akceptacji tego co było. I to jest odpowiedź na pytanie - wszystko zależy od Was. Jeśli z jakichś powodów nie chcecie wrócić do starych przyzwyczajeń i zamknąć się w utartych schematach, jeśli jedyne co czujecie, to chęć otwarcia się na nowych ludzi i spróbowania czegoś nowego... Macie do tego prawo.

Podróżowanie i całkowita zmiana otoczenia, szczególnie przez dłuższy czas, robi z Tobą coś na co nie da się przygotować. To zmienia Twój sposób myślenia, otwiera oczy i duszę. Moje życie zaczęło się jakieś dwa lata temu, kiedy spontanicznie zdecydowałam się wziąć Pana Boga pod ramię i wyruszyć z pielgrzymką w świat. Ta wyprawa uświadomiła mi, jak wielki i piękny jest świat w którym żyjemy i że poznając go, lepiej rozumiemy siebie i możemy podjąć świadomą decyzję, gdzie jako mały człowieczek, punkcik na mapie chcemy się usytuować, jaką przyjąć postawę i jakim być człowiekiem. Jeśli stoicie przed takim wyborem lub nie wiecie w którą stronę pchnąć Wasze życie, spakujcie torby i nie zapomnijcie o paszporcie. Otwórzcie się na nieznane i za nic nie patrzcie wstecz. Powodzenia! :)

P.S Po powrocie do domu szykuję drugą część posta, aby pokazać Wam jak faktycznie odnalazłam się w nowej-starej rzeczywistości. Powiem Wam też trochę, dlaczego Erasmus jest taki fajny i jeśli macie szansę, powinniście zaaplikować.

P.S.2. Wizja tworzenia miejsca, w którym się udzielamy z czasem się zmienia. O ile nie rezygnuję z postów podróżniczych, które są wspaniałą pamiątką, a przy tym mogą okazać się dla innych użyteczne, od paru tygodni zastanawiałam się nad małą zmianą. Chciałam się na Was bardziej otworzyć i powiedzieć coś od serca, stworzyć to miejsce bardziej prywatnym i nie bać się zamykać jako człowiek za obrazkami nowo zwiedzonych miejsc. Nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabrać, ale nie musiałam długo czekać, żeby odpowiedni temat sam się nasunął. Mam nadzieję, że to polubicie i nie pozostaje mi nic więcej, jak wysłać Wam gorące uściski!

Zobacz również

25 komentarze

  1. Czasem powroty są najtrudniejsze. A po jakimś czasie człowiek przyzwyczaja się do otoczenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba trzeba miec plan na zycie - co dalej? - przed powrotem. Mi przynajmniej to pomoglo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiedziałam, że Erasmus powoduje takie zmiany, jednak kontakt z innymi ludźmi, innymi światami działa na nas :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mądry i dojrzały post Karola!
    Powodzenia i czekam na część drugą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam podróże i mam podobne przemyślenia co Ty. Świetny wpis! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rewelacyjne są takie podróże, bardzo dużo dają człowiekowi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podróże kształcą, szczególnie te duże. Żyłaś innym światem, z innymi ludźmi, więc na pewno ciężko się z nimi rozstawać i wracać na "stare" śmieci. Ale dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow, ciekawy artykuł. Faktycznie, pół roku jest wystarczającym czasem, by się odzwyczaić

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie to jest najfajniejsze w człowieku, że nigdy nie jest taki sam. Chce czegoś więcej od życia i wtedy przychodzi moment na rozliczenie się z przeszłością :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bo to od nas tak naprawdę wszytko zależy. Jak spojrzymy na to co było, jest i będzie! Powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja siostra była na Erazmusie. W sumie chyba nawet dwóch różnych. Nadal dużo podróżuje i już nigdy nie wróciła do domu tylko została w Irlandii. Zazdroszczę jej tych podróży i przyjaźni na wiele lat. Tobie też...czasem zmiany są dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Że tak powiem - been there done that

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny wpis! Ja sama nigdy nie byłam na Erasmusie, ale słyszałam od wielu osób, że to prawdziwa lekcja życia i radzenia sobie w obcej rzeczywistosci. W końcu skądś wzięło się stwierdzenie, że podróże kształcą :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nawet po krótkiej podróży ciężko wrócić do rzeczywistości.. :) dobry tekst!

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie Erasmus ominął, bałam się,że zawalę przez to rok,a chciałam szybko kończyć studia. :) Ale w czasie wakacji zawsze jeździłam do pracy w różne miejsca, także poznałam kulturę innych krajów najlepiej jak się da...

    OdpowiedzUsuń
  16. Zawsze będę żałować, że na Erasmusa nie pojechałam :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Emocjonalny I dobry tekst. Zdradzę Ci że w swoim życiu przeprowadzałam się 15 razy w siedmiu miastach. Wiem co to zmiany... bywają trudne, wszystko zależy w którym momencie życia to następuje.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przeżyłam jeden taki powrót i faktycznie, z jednej strony było ciężko, ale te wszystkie doświadczenia na obczyźnie, suma tych rzeczy, które mnie tam ukształtowały sprawiły, że wróciłam silna i pewna siebie. Bardzo mi to pomogło, bo w najtrudniejszych sytuacjach powtarzałam sobie "hej, dałaś radę w obcym państwie, wśród obcych ludzi, porozumiewając się w obcym języku - to w Twojej Polsce sobie nie poradzisz?". I to mnie trzymało i w zasadzie do dziś trzyma w pionie :) Powodzenia Ci życzę :) Niech powrót będzie dla Ciebie wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękny post! Ukazuje naprawdę dużo emocji!
    Życzę Ci wielu takich wyjazdów! :)
    Pozdrawiam,
    Eff

    OdpowiedzUsuń
  20. Pozostaje życzyć szczęśliwego powrotu i nowych przygód.

    OdpowiedzUsuń
  21. Piękny wpis, aż w niektórych zdaniach odnalazłam siebie, mam tak samo. Co prawda nie byłam na Erasmusie, ale studiuję za granicą, i ten pociąg do podróżowania i odkrywania nowego ciągle mnie pcha do przodu :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. To o czym piszesz tyczy się każdej podróży. Zawsze trudno się wraca. Ale skoro jest tak zle to może warto pomyśleć o zostaniu tam na zawsze. Jeśli nie odnajdziesz się w kraju to rozważ przeprowadzenie się za granice. Doświadczenie już masz.
    Strasznie zazdroszczę Ci takiego urlopu od życia.

    OdpowiedzUsuń
  23. Gdzieś wyczytałam, że nie powinno się podróżować przed 30tką. Argumenty padły takie, że to rozbudza apetyt, który ciężko jest zaspokoić po powrocie. Podobno trudniej jest wtedy zapuścić korzenie i znosi rutynę, codziennego, zwykłego życia. Jedna ja podróżowałam dużo w trakcie studiów. I są to moje najcenniejsze doświadczenia...

    OdpowiedzUsuń
  24. Niestety na temat Erasmusa można usłyszeć wiele złych rzeczy od osób, które nie miały z nim nic wspólnego. Takie podróże naprawdę kształcą emocjonalnie, doświadczenie nabyte podczas obcowania z inną kulturą to skarb.

    OdpowiedzUsuń

Kopiowanie treści i zdjęć bez mojej zgody zabronione.