O tym, co wyszumiało mi morze

18 lipca



Wakacje nad polskim morzem spędziłam na odpoczynku od świata online, szukaniu utraconego spokoju i pielęgnowaniu relacji z rodziną. Intensywnie wpatrywałam się w błękit Bałtyku i wsłuchiwałam w mądrość fal. W czasie takich kilkugodzinnych sesji świat zewnętrzny upominał się o uwagę i od czasu do czasu ciekawie zaglądałam na Instagram. A wtedy morze jakby szumiało głośniej: Nieważne, nieważne!

Otwarłam szeroko oczy ze zdumienia. Ile nowych powiadomień! Ile dodanych zdjęć! A wszystkie z nich... jakby takie same. Kiedy się człowiek mocno trzyma tu i teraz i zafunduje sobie internetowy detoks, cała jego aktywność w social media staje pod znakiem zapytania. Bo jak cieszyć się w 100% zachodami słońca, kiedy trzeba szybko wyszukać w torbie telefon i uwiecznić TEN perfekcyjny kadr. Kiedy zanim ze smakiem można będzie się rzucić na jedzenie, trzeba jeszcze ułożyć wszystkie talerze, nie zapomnieć o detalach np. w postaci najmodniejszych w tym sezonie okularów przeciwsłonecznych, a najlepiej jeszcze zawsze nosić ze sobą w torbie kwiaty, aby dodać trochę #flowerpower i urozmaicić kompozycję. Itd, itd...

Będąc przez cały czas online nie jest łatwo dostrzec paradoksy, w jakie się wpada. Sama jestem częścią tej wielkiej internetowej machiny i przyłapuję się na uważnym śledzeniu trendów. Decydując się na publikację swoich tekstów, każdy twórca marzy o zwiększającej się liczbie czytelników. Od tego przełomowego momentu, "piszę dla siebie" już nie wystarcza. Aby osiągnąć sukces trzeba dać się bliżej poznać, zachwycać zdjęciami, regularnie publikować i dbać o wartościową treść. Czy to już prawie brzmi jak pełnoetatowa praca? Coś za coś, ktoś odpowie. Prawda.
Trzeba znaleźć swoje miejsce w internetowym świecie. Bez szczerości wobec siebie samego i określonej wizji twórczości, którą chcemy się dzielić, nasz zapał może zostać szybko ostudzony. Dla mnie na przykład od samego początku zabawy w blogowanie najważniejsze było słowo. I z jego wyrażeniem mam najmniejsze problemy. Łaskawa wena jeszcze mnie odwiedza i najpewniej (najszczęśliwiej) czuję się stukając w klawisze laptopa, lub jak ostatnio tradycyjnie zapełniając puste kartki papieru. W takich okolicznościach wieczornych jak ta, kiedy pokój przepełniony jest rześkim powietrzem, a gwałtowny deszcz rozbija się o szyby mojego malutkiego pokoju, czuję że to co robię ma sens. Jeśli chodzi o drugą część zadania domowego do odrobienia, czyli promocji i aktywnego uczestnictwa w mediach społecznościowych, jeszcze nie udało mi się określić swojego miejsca. Za bardzo kocham życie offline. 

Uwielbiam społeczność, szczególnie tą Instagramową, w której się otaczam. Ludzie pełni życzliwości i z dobrym słowem na dzień dobry i każde dobranoc. Ale musicie mi wybaczyć, bo ja nie czuję się codziennie gotowa do inspiracji. Nie mam nic ciekawego do powiedzenia, chwilowo nie prowadzę pogłębionych refleksji, w gąszczu cytatów nie wyłonił mi się żaden, który zainspirowałby mnie do komentarza. Telefon noszę raczej głęboko w torebce i szkoda mi czasu na jego długotrwałe poszukiwania, przez co prawdopodobne połowa pięknych kadrów przeszła obok mnie mimochodem. A do tego wszystkiego, po moim małym odwyku, spoglądając na Instagram... Tym razem serce krzyczy jakoś głośniej. Nieważne, nieważne! 

Czy dla takiego wybrednego artysty znajdzie się wolne miejsce?

Zobacz również

32 komentarze

  1. Zazdroszczę tego odcięcia się od życia on - line, chociaz mi czasem też zdarzają się takie dni, zwłaszcza na urlopie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czego zazdrościć, wystarczy odłożyć telefon, wyłączyć komputer i... cieszyć się chwilą! <3 Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Ja też bardzo kocham & cenię moje życie offline i nie wyobrażam sobie wakacji z telefonem w ręce. Powodzenia w odzyskaniu inspiracji!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem ciężko jest się odłączyć od życia online, ale warto!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie również udało się w te wakacje odciąć na kilka dni, tylko po drugiej stronie Polski, w Tatrach. Bycie tu i teraz wychodzi mi coraz lepiej, ale wciąż się uczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak każdy z nas :) Kiedy przygniatają problemy i zmartwienia nie tak łatwo jest doceniać i być wdzięcznym za wszystko co nas spotyka, ale wierzę że nie sam cel, ale droga jest ważniejsza. Zazdroszczę Tatr! Buziaki i powodzenia tu i teraz <3

      Usuń
  5. Najlepiej wypoczywa mi się na polskim morzu, najszybciej w takich krajobrazach ładuję akumulatory. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. Kiedyś nie byłam fanką polskiego morza (brr, zimno), ale ostatnio najłatwiej mi się tam wyciszyć i odzyskać spokój. Wpadłam nawet na pomysł, żeby się tam na jakiś czas przeprowadzić! :D Buziaki dla Ciebie :)

      Usuń
  6. Dobrze jest odciąć się od życia wirtualnego, bo życie prawdziwe jest gddy wąchamy, czujemy i doznajemy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię takie dni offline! Warto je sobie fundować co jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem takie odciecie się jest bardzo potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Też uwielbiam szum wzburzonych fal, które opowiadają głośno swoje historie. I wtedy nie ma się ochoty wiele rzeczy, bo ten dźwięk je pi prostu rekompensuje. Pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja na wczasach cieszyłam się chwilą i dlatego prawie nic nie uwieczniłam na Instagramie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Na razie to tylko nieśmiałe plany, przymiarki, ale jak dzieci będą miały już swoje życie, osobne domy, właśnie nad polskie morze mamy zamiar z mężem się przenieść. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam takie same przemyślenia. Ile czasu mi to zabiera, a mogłabym zrobić coś pożytecznego.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam takie odcięcie na wsi u moich rodziców bo tam nie ma zasięgu żadna sieć, i stwierdzam jedno tam zawsze dzień jest dłuższy i spokojniejszy

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnio też miałam mini detoks od świata online, ale bardziej przymusu :) i mile mnie to zaskoczyło :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam ostatnio bardzo podobne refleksje. Siedziałam nad jeziorem i zastanawiałam się jak zrobić dobre zdjęcia zamiast odpoczywać, nacieszyć chwilą. Czasem się zastanawiam, jak inni blogerzy to robią, że zawsze na wszystko mają czas. Są w wirtualu i realu zarazem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejścia do tematu są różne, niedawno słuchałam story popularnej blogerki, która powiedziała, że ją bycie online po prostu uszczęśliwia. Spacerując widzi piękne kadry do sfotografowania i temu w całości się oddaje. Z kolei czytałam ostatnio wypowiedzi dziewczyn, które podliczyły ile czasu spędzają w internecie. Wyszło 8 godzin. Dasz wiarę?

      Usuń
  16. Ludzie pełni życzliwości i z dobrym słowem na dzień dobry i każde dobranoc- pięknie napisane.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeszcze niedawno walczyłam ze sobą: brać laptopa czy nie brać. I nie wzięłam i byłam bardzo zadowolona. Nawet do telefonu nie zaglądałam za często. Wolałam spacerować i patrzeć w morze <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja muszę sobie zrobić taki offline od świata wirtualnego ponieważ za dużo zdecydowanie w nim siedzę.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie trzymam za Ciebie kciuki i daj znać jak tam Ci poszedł internetowy detoks ;*

      Usuń
  19. Raz na jakiś czas robię sobie taki detoks. Od bloga i SM. Zawsze wychodzi mi to na dobre. Wracam zmotywowana do działania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, najlepsze inspiracje do pisana przynosi codzienność :)

      Usuń
  20. Warto spedzic czas z małżonkiem, dziećmi i własnie bez komputerów i telefonów które nas od siebie oddalają.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pięknie napisane, z uczuciem. Marzy mi się taki relaks... Tylko kiedy...

    OdpowiedzUsuń
  22. Pięknie napisane, z uczuciem. Marzy mi się taki relaks... Tylko kiedy...

    OdpowiedzUsuń
  23. A ja właśnie na wakacjach mam wreszcie czas na wirtualne zabawy. Chyba polega to na tym, że chcę utrwalić chwilę, a instagram czy fb świetnie się do tego nadaje :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Kiedy wyłączasz się na chwilę, łączysz się ze Źródłem Wszystkiego, które jest w każdym z nas. To tu mieszkają wszystkie pomysły, odkrycia, olśnienia, zachwyty, marzenia i sposoby na ich spełnienie. W nas jest wszystko, czego potrzebujemy i czym potem możemy dzielić się z innymi.
    Dziś to trudne wyłączyć się i BYĆ, ale warto. Gdy nie mam weny, albo czuję zmęczenie materiału, wyłączam co się da i siedzę, wpatrując się w krajobraz za oknem. Marnuję czas na Bycie :) I czasem mam wrażenie, że to najlepszy sposób na jego wykorzystanie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetnie opisujesz i okraszasz swojej teksty przepięknymi zdjęciami. Jestem pewna, że na pewno się znajdzie dla Ciebie miejsce :)

    OdpowiedzUsuń

Kopiowanie treści i zdjęć bez mojej zgody zabronione.